RSS

Dolce vita in Svizzera

DSC_0399

Choinki obok palm? W CH wszystko jest możliwe 😉

Szwajcaria ma swoje wady: dla osób, które tutaj nie pracują jest niewątpliwie nietania, zaprzyjaźnic sie z miejscowymi to wrecz misja ekstremalna, niektórym jeszcze może przeszkadzac mnogośc zasad i reguł czy też absolutna punktualnośc (w końcu wszystko musi chodzic jak w Szwajcarskim zegarku! 🙂 )

Confoederatio Helvetica  jest jednak także niesamowicie różnorodna i nie bedzie to przesadą, jeśli powiem, że istnieje niewyobażalnie wiele miejsc zapierających dech w piersiach…

 

Gościmy obecnie kolumbijskiego znajomego (w zeszłym roku zachwyciły go polskie Świeta Bożego Narodzenia w moim domu rodzinnym – zwłaszcza, jak mniemam świąteczne jedzenie 😉 tak bardzo różne od tego południowoamerykańskiego), wiec weekend do spokojnych oczywiscie nie należał.

Śnieżna sobota 

W sobote wybraliśmy sie niedaleko od Zurychu, w okolice miejscowości Einsiedeln, na kilkugodzinną wedrówke po śniegu – w Kolumbii jednak za dużo go nie ma… Pech chciał, że prognoza pogody absolutnie sie nie sprawdzila i zamiast pieknego Słońca przywitała dośc gesta mgła i niezbyt duża widocznośc. Felipe jednak i tak był bardzo feliz, jak to sam mówił.  Wieczorne fondue w tradycyjnej knajpce było godnym zwieńczeniem tego dnia 🙂

ale za to niedziela…

Czy to zima, czy to lato, a może w ogóle jesień?

Czy to zima, czy to lato, a może w ogóle jesień?

była pod palmami!…

Read the rest of this entry »

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Styczeń 7, 2013 w Szwajcaria, Włochy

 

Podróże i przygody – druga polowa 2012

Mówią, ze początek nowego i koniec starego roku to zazwyczaj czas podsumowań, rozliczania się z samym sobą, a także podejmowania nowych wyzwań i postanowień. Zazwyczaj tego (części pierwszej, bo drugą już bardziej) nie robię, ale tym razem postanowiłam poczynić wyjątek. Rozliczanie (podróżnicze, a jakże!) -poniżej. Nowych wyzwań znów, co nie miara :). Postanowienie – uzupełniać bloga (w miarę przynajmniej regularnie), bo to wspaniała sprawa i wiele spisanych wrażeń nie zniknie w natłoku nowych zdarzeń i podroży…

Bedzie o Szwajcarii (a jakże!), Niemczech, Hiszpanii (hmm… no nie tak do końca właściwie), Włoszech… Zapraszam do czytania 🙂

Uetliberg – TAKIE widoki zaledwie 10 minut pociągiem

SONY DSC

Read the rest of this entry »

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Styczeń 4, 2013 w Szwajcaria

 

Street Parade

Wróćmy do Szwajcarii. Nie bez przyczyny w opisie bloga napisałam, iż jest to kraj pełen sprzeczności. Bo kto spodziewałby się iż w dostojnym raczej na co dzień, czasem wręcz nieco wyludnionym, pełnym banków i finansistów Zurychu odbywa się corocznie nieprzerwanie od 1992 roku największa impreza muzyki elektro na świecie?

Bahnhofstrasse, czyli

zuryski odpowiednik nowojorskiej 5ht Avenue czy też paryskich Champs Élysées łączy dworzec z Jeziorem Zuryskim i przez 364 dni w roku jest najelegantszą ulica miasta, skupiskiem „sklepów za miliony CHF”. Sprzedaje się tam towary luksusowe najznamienitszych światowych marek, takie jak m.in. biżuteria, zegarki, buty, futra czy dzieła sztuki.

Na ten jeden dzień w roku jednak zmienia diametralnie swoje oblicze i jest wręcz zalana przez niezmierzone tłumy rozbawionych, ubranych w najdziwniejsze stroje ludzi z całego świata.

„Podążaj za głosem serca”

Read the rest of this entry »

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Sierpień 13, 2012 w Szwajcaria

 

Tagi: , , , ,

Urocza Liguria

I znów na blogu nastąpiło kilka dni przerwy (o festiwalu geriatrycznym będzie, nie zapomniałam!), jednakże tym razem zupełnie jest to usprawiedliwione… a to dlatego, iż wygnało mnie na parę dni do Włoch, a potem wydarzyło się kilka radosnych wydarzeń 🙂
Mieszkanie w Szwajcarii ma sporo plusów, a jednym z większych owych jest bliskość krajów sąsiedzkich, takich jak właśnie Włochy, Francja czy Niemcy. I tak np. pociągiem z Zurychu mamy ~ 4 godziny do: Mediolanu, Paryża, Frankfurtu nad Menem czy Monachium. Nic, tylko korzystać!

W Italii byliśmy już w marcu na parę dni zwiedzając Lombardię, piękną, acz dość nieznaną Weronę i niedoceniane (niesłusznie zupełnie!), znane głównie jako rajanerowe lotnisko „w Mediolanie”, czyli oddalone od niego o ok. godzinę jazdy cudne Bergamo.

Pięć Ziem

Tym razem nastała kolej na Cinque Terre („Pięć Ziem”), pięć niesamowicie malowniczych wioseczek położonych na liguryjskich skarpach 3 godziny pociągiem na południe od Mediolanu.

ATM to nie zawsze ATM…

Read the rest of this entry »

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Sierpień 10, 2012 w Szwajcaria, Włochy

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Szwajcarskie palmy

o palmach w Szwajcarii, czyli o Szwajcarskich Włochach albo Włoskiej Szwajcarii.

Jak na złość w tym tygodniu w Zurychu była piękna pogoda (tj. od poniedziałku do piątku południa włącznie), weekend jednakże niestety minął pod znakiem deszczu… Może to i nawet całkiem nieźle, bo czasem spokojniejsze dni to wcale nic złego ( a przynajmniej staram się do tego przekonać i zmniejszyć tempo ścigania nowych wrażeń 😉

Także jak na złość, poprzedni weekend nie zapowiadał się ciekawie, jeśli chodzi o pogodę…  Stwierdziliśmy zatem, iż jeżeli Słońce nie chce przyjść do nas, to… my pojedziemy do niego! Szybkie zerknięcie na prognozę pogody w piątek wieczorem i bez większego zastanawiania się podejmujemy decyzję o sobotniej wyprawie właśnie do włoskiej części Szwajcarii, czyli regionu o nazwie Ticino  (niem. Tessin).

Trekking w Ticino, w koszulce podarowanej na pożegnanie przez moich pyrlandzkich amigos 🙂

Tak bardzo chcemy się wygrzać i naładować słoneczną energią powoduje, że wyruszamy pierwszym pociągiem (hmmm… nieludzko wręcz wcześnie! bo o 5.40 :D), w Lugano, największym mieście regionu Ticino lądujemy przed godziną 9. Zgodnie z oczekiwaniami  wita nas Słońce i właściwie nie opuszcza aż do wieczora.

Niby to Szwajcaria, ale jakaś taka inna.

Włochy to jednak też zdecydowanie nie -za czysto i za cicho! Fakt, że nawet pani kasjerka jakieś wykonuje znacznie powolniejsze ruchy niż w sklepie tej samej sieci w Zurychu. Fakt niepowtarzalny także, iż lubi sobie porozmawiać z koleżankami-klientkami, nie bardzo przejmując się coraz to dłuższą kolejką, zresztą też nikt w niej stojący nie wykazuje zniecierpliwienia… ponadto jakoś tak więcej na ulicach jest lodziarni, architektura jakaś taka bardziej śródziemnomorska, no i te wszechobecne palmy!

palm na tych zdjęciach akurat nie ma, ale za  tutaj już tak

Decydujemy się na kilkugodzinny trekking o nazwie Via Gottardo. Najpierw kilkaset metrów pod górkę, następnie przez doliny, lasy i urocze wioseczki…  Widoki dosłownie zapierające dech w piersiach! M.in. takie jak na zdjęciu powyżej… Po drodze piknik na jednej z łąk i po ostatnim etapie złożonym z ok. 1000 schodów (skutki, czyli ból mięśni miałam odczuwać jeszcze dobrych kilka dni później!) dotarliśmy do miejscowości Morcote, będącej dosłownie ostatnią przed Włochami miejscowością w Szwajcarii. Stamtąd stateczkiem wracamy do Lugano. Chęć zostania jak najdłużej wśród jeziora i gór (nie żeby w Zurychu ich było mało), ale i już niemal śródziemnomorskiej roślinności i architektury wygrywa ze zmęczeniem i zostajemy aż do przedostatniego pociągu lądując w domu po 24. Pięknie było!

Niedzielny wieczór z kolei przepełniony był opowieściami z … Malediwów. A to dzięki naszym gościom, którzy akurat przez Zurych wracali z wakacji do domu. Cóż mogę powiedzieć…  chyba tyle, że przybył kolejny wpis na liście miejsc „do zobaczenia”. Jak tak dalej pójdzie, to naprawdę życia nie starczy żeby wszystko zobaczyć, co bym chciała 🙂

A już jutro o wycieczce do Davos, geriatrycznym festiwalu jazzowym i dziwacznym drewnianym budynku Światowego Forum Ekonomicznego…

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Lipiec 29, 2012 w Szwajcaria

 

Tagi: , , ,

Merci vielmal!

Szwajcarzy nie lubią Niemców. Ale nie przepadają też za Francuzami. Najbardziej lubią to, co szwajcarskie. „Swiss quality” to słowa kluczowe. Jeśli coś nie działa, to na pewno nie jest swiss made. Nawet w MacDonaldzie, Burger Kingu czy innym KFC obowiązkowo obok obrazka fast-fooda, musi pojawić się opis pochodzenia mięsa. Najlepiej oczywiście, jeśli pochodzi ze Szwajcarii.
Tym razem parę słów o dziwnych tworach językowych, takich jak np. temat tego postu…
Szwajcarzy skoro nawet już przejęli język niemiecki od swojego niezbyt lubianego sąsiada, to poza oczywiście innym akcentem (dla nas brzmiałby on tak, jakby mieszkaniec Europy wschodniej uczył się dopiero mówić po niemiecki – bardzo twarde R!) musieli też wprowadzić choć trochę…
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu Lipiec 26, 2012 w Szwajcaria

 

Grüzi!

W jakich językach mówi się w Szwajcarii? hmm… tak wiem, już to napisałam w którymś z poprzednich postów.  Jest to sprawa co najmniej skomplikowana. Teoretycznie obowiązują tu 4 języki (przypominam, iż w całym kraju mieszka mniej niż 8 milionów ludzi!): niemiecki, francuski, włoski i retoromański. Zaznaczyć należy jedno słowo: teoretycznie… W praktyce tak naprawdę języków używanych w codziennym życiu jest bardzo dużo. Większość ludzi (w tym ja) dopóki nie odwiedzi Szwajcarii nie ma pojęcia o tym, iż w części niemieckojęzycznej to wcale nie niemiecki jest najczęściej używany w mowie, a nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, iż w Zurychu jest on na 3. miejscu (po angielskim jeszcze. Mieszka tu ogromna ilość obcokrajowców, określajacych się mianem expats , którym ku mojemu zdziwieniu w dużej ilości przypadków zwyczajnie nie chce się uczyć niemieckiego)

Szwajcarzy z kolei mówią szwajcarskim niemieckim, zwanym (znów nie ma jednej formy, żeby za łatwo nie było 😉 )

Schwyzertüütsch,

a także:

Read the rest of this entry »

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu Lipiec 25, 2012 w Szwajcaria

 

Tagi: , , , ,